Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

BLW - jak ogarnąć ten bałagan? :)

W tym artykule chcę się skoncentrować głównie na sposobach radzenia sobie z wszechobecnym bałaganem, który panuje w trakcie rozszerzania diety metodą BLW, i nie czarujmy się nie da się go wyeliminować. Karmienie niemowląt zawsze wiąże się z mniejszym lub większym chaosem fruwających lub rozmazanych produktów spożywczych, ale przy BLW jest wybitnie brudno. Właśnie z tego powodu wiele mam rezygnuje już na starcie i wybiera słoiczki. Dokładnie o tym, co to jest BLW napiszemy w jednym z kolejnych wpisów. Jednak dla niewtajemniczonych wyjaśnię co kryje się pod tym tajemniczym skrótem :)


Co to w ogóle jest BLW?

Baby lead weaning czyli BLW, to coraz popularniejsza metoda karmienia dzieci, którą kocham całym sercem :) Polega na tym, że kiedy chcesz rozszerzyć dietę dziecka o stałe pokarmy zamiast karmienia go papkami i łyżeczką dajesz mu od razu kawałki jedzenia, które samo chwyta i próbuje samodzielnie zjeść. Brzmi jak szaleństwo?! :) Wbrew pozorom jest to bardziej naturalne dla dziecka niż łyżeczka mamusi w jego buzi ;) Przy BLW rodzic nie ingeruje w posiłek Malucha. Dziecko samodzielnie poznaje temperaturę, zapach, smak i konsystencję jedzenia, przy okazji rozmazując je wszędzie gdzie się da. No i najważniejsze - samo decyduje co je, i w jakiej ilości. 

Oczywiście na początku jest to raczej zabawa niż jedzenie. Założeniem BLW jest to, że dziecko karmimy głównie piersią lub mlekiem modyfikowanym, które stopniowo zostają w naturalny sposób ograniczane przez Malca, który wybiera coraz  więcej "normalnych" posiłków omijając te mleczne.

Dla kogo?

Niemowlę powinno umieć dobrze chwytać i samodzielnie siedzieć lub z małą pomocą rodziców, a do tego potrafić włożyć kawałek jedzenia do buzi i je przeżuć. Standardowo te umiejętności pojawiają się około 6 miesiąca życia dziecka. 

Główne zalety

  • w czasie posiłku Maluch ćwiczy koordynację ręka-oko, 
  • uczy się przeżuwać pokarmy,
  • zdobywa pewności siebie i świadomość, że nowego nie trzeba się bać,
  • dziecko je to co Ty, czyli nie musisz gotować podwójnie, a do tego możecie jeść wspólnie, no i jest taniej :)
  • macie mniej stresów - bo nie zmuszasz Malucha do jedzenia, bo je tyle ile chce
  • dziecko w przyszłości chętnie poznaje nowe smaki i raczej nie zostanie niejadkiem, który ucieka z krzykiem na widok "zielonego" na talerzu :)

Wady

  • bałagan. Tyle i aż tyle...

Jak ogarnąć ten chaos?!

Nie będe ściemniać, bałaganu nie da się uniknąć. Może są dzieci - esteci, które nie lubią się brudzić i wylizują paluszki i talerzyk do czysta, ale ja takich nie znam ;) BLW u Miśki stosujemy już od ponad pół roku i w tym czasie nauczyliśmy się radzić z tym chaosem. Z chęcią się z Wami podzielę naszymi patentami z niewielkim product placmentem :) A tak na poważnie produkty, które tu opisuje sprawdziliśmy "na sobie" i szczerze polecamy.


Odpowiednie ubranko

Plamy z jedzenia są trudne do wyprania (najgorsze są chyba banany...), dlatego przede wszystkim należy dobrze zabezpieczyć dziecko przed wytarciem wszystkiego w ubranko. Najwygodniej by było owinąć je od stóp do głów w folię... :D albo rozebrać do golaska. Pierwsze jest niehumanitarne, a to drugie fajnie się sprawdza w lato, jednak w naszym kraju nie trwa to długo.

Dlatego świetne są wszelkie fartuszki wodoodporne (!) z długim rękawem np. niemieckiej marki Lassig :) Niestety nie spotkałam takich z kapturem :) - Miśka np. uwielbia wcierać sobie we włosy resztki jedzenia... 

No i najważniejsze, czyli odpowiedni śliniak - u nas najlepiej sprawdził się ten z korytkiem od francuskiej marki Beaba. Wykonany jest z elastycznego plastiku, a dzięki wyprofilowanej kieszonce, jedzenie które nie trafi do buzi wpada od razu do korytka. Nóżki i brzuszek pozostają czyste, a pozostałości jedzenia nie musimy wydłubywać z siedzenia. Do tego śliniak wykończono delikatną tasiemką, więc nic nie uwiera.  Przy takim korytkowym śliniaku dobrze jest założyć pod spód wspomniany wcześniej fartuszek albo materiałowy śliniak, który zapina się wysoko pod szyją. Wtedy mamy pewność, że nic nie przecieknie.

Na początku testowaliśmy też śliniak z Ikei z żabką, niestety z czasem popękał i zaczął drapać w szyję. Najgorsze było to, że był za długi i Mała potrafiła się zaklinować - korytko blokowało się pod stoliczkiem krzesełka i nie mogła podnieść głowy syngalizując wszem i wobec bardzo dobitnie co o tym myśli. Do tego i tak część jedzenia lądowała poza śliniakiem. 

Beaba
Śliniak z kieszonką Rainbow
Beaba
Śliniak z kieszonką Bunny
Lassig
Fartuszek-Śliniak z długim rękawem
41,00 zł  41,00 zł 48,00 zł

Odpowiednie krzesełko, czyli jakie?

Wybór krzesełka do karmienia (a raczej do jedzenia ;)) jest bardzo istotny, bo pozostaje z dzieckiem na lata. Wiąże się też ze sporym wydatkiem. Z autopsji przy BLW, musisz zwrócić uwagę na jedną ważną rzecz (naprawdę ważną, bo potem oszalejesz) - krzesełko musi "się" dobrze czyścić, więc odpadają takie, które mają za dużo zakamarków, których niczym nie doczyścisz.

Najtańszym i wcale niezłym rozwiązaniem jest Ikeowe krzesełko do karmienia (znajduje się w większości knajp). Testowałyśmy je, ale ostatecznie wybraliśmy jedno z dostępnych na rynku drewnianych krzesełek, które rośnie z dzieckiem, a przede wszystkim jest ergonomiczne - plecy, stopy, bioderka mają odpowiednie podparcie i jest to dostosowane do aktualnego wzrostu dziecka, czego niestety nie można powiedzieć o tym z Ikei, gdzie nogi Malucha radośnie fruwają w powietrzu. Dziecko spędza w tym krześle sporo czasu, dlatego dla nas było to bardzo ważne, tym bardziej, że sami mamy problemy z plecami. Wydatek jest spory, ale mebel starczy nam na lata (nawet do 15 roku życia) i pięknie wygląda. 

Dlatego szczerze polecamy np. drewniane , ergonomiczne krzesełko Baby Dan, który co prawda nie ma osobnego stoliczka, ale możesz go dosunąć do Waszego wspólnego stołu i cieszyć się rodzinnymi posiłkami :) Krzesełko ma regulowane siedzisko i podnóżek. Do kompletu otrzymujesz specjalną barierkę zabezpieczającą te najmniejsze Maluchy, którą można rozpiąć jednym ruchem ręki (ale tylko tej dorosłej :)) Krzesełko dostępne jest w kilku kolorach. Ma oczywiście wszystkie normy i atesty.


Zastawa stołowa i BLW

Do tej pory nie używaliśmy żadnych talerzy przy karmieniu Miśki, bo niechybnie znalazłyby się na podłodze potłuczone w drobny mak razem z zawartością. Rozkładaliśmy więc wszystko na stoliczku od krzesełka. Ostatnio jednak zakupiliśmy silikonową matę EZPZ, żeby nie było, że szewc bez butów chodzi :)) i postanowiliśmy ją przetestować...

Mata tania nie jest, bo jej koszt to w zależności od rozmiaru i wersji to od 89 do105 zł. Czy warto? Wygląda genialnie, jest praktycznie niezniszczalna i bardzo ważne - nie rozwiną się na niej żadne grzyby i bakterie. Do tego jest zapakowana w praktyczne 'etui", dzięki czemu możesz ją wziąć kiedy idziecie w gości albo do restauracji, bez obawy, że jedyne co będziesz robić w trakcie posiłku to nerwowo obserwować czy talerz już fruwa, czy jeszcze nie.

Mata ma "wbudowaną" miseczkę z podziałkami (wersja Mini Mat, Happy Mat), które pomagają również w nakładaniu odpowiednich proporcji jedzenia. Za to Happy Bowl, która ma tylko jedną głębszą miseczkę, świetnie się sprawdza przy samodzielnej nauce jedzenia płynnych pokarmów, czyli zup, jogurtów i musów. Mini Mat ma rozmiar, który pasuje do blatów krzesełek do karmienia, a Happy Mat i Happy Bowl będzie świetna dla dzieci, które jedzą przy "dorosłym" stole. 

Mata ciężko się odrywa od podłoża, a raczej trzeba to zrobić sposobem. Dla dziecka jest to bardzo trudne, bo z reguły Maluchy ciągną za najbardziej wystające elementy, czyli brzegi miseczki i faktycznie w ten sposób ani drgnie. Aby ją odkleić należy podważyć brzeg maty. Jest to świetne szczególnie dla tych najmłodszych, których ulubioną zabawą jest rzucanie w dal, nieważne czym. 

Po przeprowadzeniu domowych testów uważam, że naprawdę warto :) Talerzyk będzie służył nam przez lata (mata jest w sumie niezniszczalna - nie rysuje się i nie odbarwia). Fantastycznie szybko się ją czyści i można ją też po prostu włożyć do zmywarki. Zyskałam na czasie i o to chodziło :) 

EZPZ Happy Mat
EZPZ - talerzyk z matą duży Happy Mat EZPZ - talerzyk z matą mały Mini Mat EZPZ - miseczka z matą Happy Bowl
105,00 zł 95,00 zł 89,00 zł

Podłoga

Przy BLW posadzka wygląda jak pole bitwy. To co niezjedzone, niewytarte w krzesełko, w ubranko lub włosy - spada na podłogę. Moja połówka kiedyś nieśmiało zaproponowała "może ona powinna jeść w wannie?" Nie, nie będę Ci tego proponować. Mam lepsze sposoby :)

Pierwszy to pies, który zjada resztki po Miśce :) A co gdy nie masz psa?

Dopiero ostatnio odkryliśmy genialny w swojej prostocie patent - czyli papierowe obrusy restauracyjne :D Kupujesz rolkę, przed posiłkiem odcinasz tyle ile potrzebujesz, a na tym stawiasz krzesełko (pamiętaj o niewyobrażalnie szerokim zasięgu tych Małych dziecięcych rączek :) - na pierwszym zdjęciu widać, że nie doceniliśmy potencjału Miśki). Po jedzeniu zwijasz i wyrzucasz do śmieci. I jest CZYSTO! Nie trzeba w końcu skrobać podłogi! 

Wersją ekonomiczną są ceraty, albo specjalne duże podkładki. Jednak trzeba je myć, a potem czekać aż wyschną.


I to by było tyle :) Niestety bałagan to rzecz nieunikniona przy BLW, ale powyższe rady pomogą Ci choć trochę zapanować nad tym żywnościowym chaosem ;) A sama metoda jest genialna, więc nie trać nadziei :) Podobno dzieci, które zaczynają jeść z BLW później nie bawią się jedzeniem - ale to już czas pokarze :)

Wszystkie produkty, które polecamy przy BLW znajdziesz pod tym linkiem :)

abebe.pl/kategoria/blw


Przy napisaniu tego artykułu korzystaliśmy z naszej ukochanej książki Gill Rapley i Tracy Murkett "Bobas Lubi Wybór - Książka Kucharska", wydawnictwo Mamania 

Tagi:

Ania